Karciany eksport węgla… recenzja Szczęść Boże Wielka Gra Karciana!

Gra o węglu. Właściwie to nawet nie tyle o węglu, co o wagonikach, węglu i parowozach. A jeszcze bardziej precyzyjnie – o węglu, wagonikach, parowozach, zarządzaniu pracownikami, optymalizowaniu ruchów… Przy tym z poważną ilością kart, a to już samo w sobie jest dla mnie olbrzymią zaletą. Szczęść Boże Wielka Gra Karciana, bo tak brzmi tytuł opisywanej tu gry, to dzieło przeznaczone dla dwóch do czterech graczy i wydane w wersji polskiej przez wydawnictwo Lacerta. W dużej mierze ze względu na interesującą tematykę, gra prędko wpadła w krąg mych zainteresowań, by ostatecznie znaleźć drogę na stół i dać się sprawdzić, ograć, wypróbować. Spisałem co myślę i oto jest. Poczytajcie.

Info:

Autor: Michael Kiesling, Wolfgang Kramer
Polski wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~60-75 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Szczęść Boże w zdecydowanej większości składa się z kart. Do rozgrywki używa się również plansz graczy i kilku żetonów, ale prym wiodą właśnie one. Przed rozgrywką przygotowuje się odpowiednie stosy, a także pojedyncze karty akcji. Gracze będą mogli je dobierać/używać zagrywając górników w odpowiednie strefy do pracy.

Wspomniane stosy (niektóre to całe talie, inne – pojedyncze karty) staną się źródłem elementów takich jak np.: wagoniki, wózki, cele, ulepszenia, parowozy, czy zróżnicowane akcje.

Aby skorzystać z możliwości jakie oferuje dane ‚miejsce’, należy przydzielić do niego swoich górników. Pierwsze wysłanie wymaga położenia karty o wartości dokładnie 1 (istnieje jedna wyjątkowa akcja, która wymaga początkowo 2). Za każdym następnym razem trzeba dołożyć o jednego więcej niż poprzednio.

Przykład: Chcę zdobyć wagonik widoczny na wierzchu drugiego stosu z wagonikami. Wcześniej ktoś już pobierał z tego miejsca. Raz byłem to ja – użyłem pojedynczego górnika. Później mój rywal – użył dwóch kart o wartości jednego górnika. Teraz znów wracam ja. Zagrywam trzech górników (2+1). Zostawiam dwie karty i pobieram pierwszy dostępny wagon (…by dostawić go do rampy przy mojej planszy gracza).

Na koniec partii liczone są punkty, a osoba z największą ich ilością wygrywa. Zapunktować zaś można między innymi za: realizowane zamówienia (wysyłanie pociągów z towarem), cele czy korzystanie z niektórych wagonów.

Więcej → instrukcja :).

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Na uwagę zasługuje insert. Choć prosty, to jednocześnie wspaniale rozwiązujący problem przechowywania i segregowania kart. Przegródki pozwalające oddzielić je od siebie to wygodne, a także bardzo przydatne uzupełnienie. Druga sprawa to wytrzymałość komponentów i ilustracje. Grafiki są ok, pasują do formatu gry i wyglądają poprawnie, choć nie znalazłem tu niczego nadzwyczaj urokliwego. Co zaś się tyczy jakości wykonania to obawiałem się, że karty będą się szybko zużywać, ale ostatecznie obyło się bez ‚koszulkowania’. Po serii rozgrywek nadal są w niezłej kondycji.

Czas rozgrywki:
Na piątkę! Dynamika partii jest wysoka, nie zdarzyły mi się częste przycięcia, nie dokuczały okresy nudnego czekania. Czasy jakie osiągałem dobijały do około godziny, no może troszkę dłużej, co wydaje się być dobrym wynikiem. Co ważne, myślę, że warto stale obserwować co dzieje się u rywali, wtedy ewentualne spowolnienia nie powinny doskwierać.

Klimat:
Nawet nawet… Nie spodziewałem się, a jednak. Ogarnianie ramp załadunkowych, zarządzanie chodnikiem, bocznicą, kartami wagonów, wózków, zleceń… to wszystko nie tylko mi się podoba (bo mechanicznie działa spoko), ale także przyjemnie zaznacza temat i buduje klimacik. Samo zagrywanie pracowników i odpalanie akcji już tak dobrze nie zdaje tego egzaminu, ale całościowo i tak jest lepiej niż myślałem.

Regrywalność:
Nie jest źle. Z początku byłem zachwycony, żeby później odrobinę stonować nastrój i zwyczajnie miło spędzać czas przy Szczęść Boże. Mechanicznie gra pozwala sympatycznie pomóżdżyć, a zmienny układ kart i system podejmowania akcji odwalają kawał dobrej roboty. Regrywalość – na plus.

Próg wejścia (przystępność):
Szczęść Boże to karcianka o przystępnych zasadach, które nie powinny być przeszkodą podczas zapoznawania się z grą. Dodatkowo zwięzła, dobrze rozpisana instrukcja oraz przejrzysta ikonografia spełniają swoje zadanie, przez co poziom skomplikowania i trudności nie należy do wysokich.

Negatywna interakcja:
Raczej mała. W teorii można zablokować lub podebrać co lepsze karty, ewentualnie nawet te bardziej potrzebne rywalom niż nam, ale w praktyce nie jest to takie proste. Często działo się u mnie tak, że gracze kończyli z jakąś kartą górników, której nie mogli już użyć, ale nie sądzę, by było to skrupulatnie wyliczone przez pozostałych. Prędzej przez błędy w kalkulacji właściciela.

Losowość:
Kwestię losowości dość dobrze rozwiązano dzięki planszetce gracza i możliwości składania kilku pociągów jednocześnie. Dodatkowo zadbano o dobrą organizację strefy ‚załadunku’, czyli przekładania węgla na pociągi – tam tez można w miarę sprawnie zarządzać wózkami. Jest także akcja pozwalająca na dociąganie więcej niż jednej karty podczas wykonywania niektórych innych akcji. Ogólnie rzecz biorąc losowość okiełznano tu całkiem nieźle.

Skalowalność:
Na dwie osoby grało mi się ok. Nie najgorzej, nie najlepiej – gdzieś pośrodku. Pewnie dlatego, że zabrakło trochę rywalizacji o poszczególne akcje i karty. Oczywiście podejmując Szczęść Boże w większym gronie, zaczyna się robić tłoczniej. Każdy z nas ma wtedy pełen zestaw kart górników do wykorzystania w każdej rundzie (im mniej uczestników, tym mniej górników.. tra la la.) i gra nabiera rumieńców. Dodatkowo partia rozkłada się na mniej rund niż podczas zabawy 1vs1. Słowem: im nas więcej, tym lepiej.

Podsumowanie:

Zaiste niezły to tytuł. Spodobał mi się pod względem tematycznym, cenię go też za lekką, przystępną mechanikę. Bez fajerwerków, ale prawidłowo ma się również wygląd. Z mechaniki na trochę większy plus zasługuje system zarządzania rampami, chodnikiem, bocznicą – czyli planszą gracza. Układanie tam kart daje samo z siebie sporo frajdy. To wciągający element gry, nawet jeśli ostatecznie bardzo prosty w obsłudze, z niezbyt trudnymi wyborami do podjęcia.

Z drugiej strony mamy tu też świetnie zaprojektowane zarządzanie ręką i przydzielanie kart górników do akcji. To bardzo ważna składowa Szczęść Boże. Wydaje mi się, że nawet istotniejsza niż punktowanie za wysyłany węgiel.

Pierwsze partie to była świetna zabawa. Płynny i zgrabny system, czysta przyjemność z rozgrywki. Później było równie gładko, tyle że już z ciut mniejszym zrywem. Po dobrym zapoznaniu się z karcianką, emocje nieco opadły, a mnie Szczęść Boże choć podobało się nadal, zaczęło być po prostu dobre. Dlatego oceniam je jako porządny tytuł, w który mogę zagrać. Na dłuższą metę nie ma w nim ‚aż tyle’, bym pykał partię za partią, ale pojedynczych rozgrywek raczej nie odmówię. To po prostu ciekawa, niezła gra karciana.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Zgrabna mechanika dająca sporo fajnych, dość prostych wyborów. No i temat ciufci :).

Najmniej lubię (słaba strona):
Rozdzielanie kart po każdej rundzie oraz momentami spory rozgardiasz na stole przy większej liczbie graczy.

Dlaczego na TAK:
Mogę zagrać i zapewne będę się nieźle bawił. Tytuł całkiem-całkiem. Porządny, dobrze zaprojektowany, choć brakuje mi w nim czegoś ‚wyjątkowego’.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Lacerta. Dzięki!