Duże, ładne, pełne figurek… recenzja gry Conan!

AARGHHH!!!
Figurka przebiła się przez wyimaginowaną ścianę kończąc swój lot w gęstym pyle i wirujących w powietrzu drzazgach.
Przepraszam. Wyimaginowanych drzazgach.
Nieruchome dłonie miniaturowego bohatera nie strzepnęły pozostałości drewnianej prowizorki, bo chwycenie topora wydawało się teraz znacznie rozsądniejszym pomysłem. W obliczu wrogich zastępów szarego plastiku nie pozostało nic innego jak ciąć. Ciąć szeroko i mocno. Stukot kości odbił się echem w ciemnym pokoju, a ciche westchnięcie poparte głębokim: ‚ku…rcze pieczone, pusta. Znowu nie trafiłem’ celnie podsumowało ten rzut. Albo turl, jak kto woli.

Radosne i lekko kpiące ‚ha-ha-ha’ gościa w okularach wybuchło po drugiej stronie stołu.

Ociekający klimatem Conan zawitał na mój blat. Przygodo, nadchodzę!

Info:

Autor: Frédéric Henry
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~90 minut?

Przetłumaczyłem część nazw z angielskiego, starałem się by były jak najbliższe pierwowzorom.

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Conan to gra asymetryczna – mamy tu Overlord’a, czyli ‚tego co stoi w opozycji do Conan’a i przyjaciół’ oraz oczywiście drugą stronę, którą steruje jedna lub więcej osób wcielających się właśnie w tytułowego bohatera oraz pomocników.

Do rozgrywki należy wybrać scenariusz i zgodnie z nim przygotować co trzeba. Część scenariuszy znajduje się w instrukcji, część odszukać można też online.

Ogólne reguły są dość proste i polegają głównie na poruszaniu się oraz walce. To co chcę tu jednak wyróżnić to klejnoty energii (energy gems), które pozwalają odpalać różne akcje. Przesunięcie ich na odpowiednie pole pozwala na użycie którejś. Działa to mniej więcej tak: grający Conan’em decyduje się zaatakować wrogą figurkę z dystansu. Przesuwa więc dwa gemy na akcję ataku dystansowego, sprawdza czy posiada broń na taką okoliczność i sumuje kostki: jedna za każdy przesunięty gem plus kostki zapewniane przez broń. Turla uzyskaną ilością i liczy wyrzucone sukcesy. Jeżeli chce, może przydzielić gemy do akcji przerzutu (reroll). Co ważne – bohaterowie posiadają ograniczoną liczbę gemów energii i powinni rozsądnie nimi zarządzać, bo: po pierwsze: trzeba je odczerpywać, a po drugie określają one również żywotność postaci – gdy gracz straci wszystkie, jego postać umiera.

Grając Overlord’em aktywujemy często całe oddziały jednostek – również wydając gemy. Działa to dość podobnie, tyle, że koszt użycia grupy uzależniony jest od pozycji na specjalnym torze – zwanym River. Opłacona płytka przedstawiająca dany oddział lub pojedynczą figurkę ląduje na końcu szeregu (drożeje), a pozostałe przesuwa się do lewej krawędzi (tanieją).

W Conanie jest jeszcze sporo innych rzeczy – np. czary, zdolności, przedmioty. Są skrzynie, w których można znaleźć fajne skarby i sporo różnych pomniejszych zasad wpływających na rozgrywkę oraz klimat zabawy. Jest też wielkie, imponujące pudło z dodatkową zawartością, którego nie mam i nie miałem okazji sprawdzić :).

Po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji. I tu ważne: na stronie wydawcy zamieszczono wersję poprawioną.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Miodzio. Pięknie zilustrowane plansze, sporo komponentów – w tym wspomniane już gemy energii, plastikowa i funkcjonalna plansza specjalnie dla Overlord’a, mnóstwo figurek i w ogóle ogrom wysokiej jakości zawartości po prostu ‚robi robotę’. Gra wygląda ładnie, cieszy oko, jest duży czym wyróżnia się z tłumu. Nie znaczy to, że jest idealna. I tak na przykład średnio podobają mi się planszetki bohaterów, które są zbyt cienkie i łatwo je uszkodzić. Figurki, które choć niezłe, nie wzbudzają we mnie ‚ochów i achów’. A kostek to chciałbym mieć zwyczajnie więcej, niż tylko dziewięć. Ale to nic. Ogólnie rzecz biorąc Conan prezentuje się świetnie.

(Uwaga, kolory. Daltonista mode on. Bez pomocy współgraczy się nie obyło, nie wszystkie udawało mi się celnie rozpoznać).

Czas rozgrywki:
Rozgrywka bywa przydługa. Szczególnie, gdy nie wszystkie zasady ma się w małym paluszku. Dodatkowo często w trakcie partii sporo się dyskutuje, często też możemy zgubić trochę czasu podczas kombinowania i planowania jak rozegrać nie tylko obecną, ale również przyszłe rundy. Mimo, że mechanika gry do skomplikowanych nie należy i ruchy wykonuje się sprawnie, to samą grę zaliczyłbym do tych dłuższych – szczególnie gdy dodać sobie rozłożenie i złożenie.

Klimat:
Yes sir! Dużo, mocno! Mechanicznie jest mnóstwo smaczków. Począwszy od takich jak przebijanie się przez ściany, koszenie przeciwników jeden po drugim, skoki przez barierki, pływanie, rzucanie przedmiotami… a skończywszy na chyba najfajniejszym… przebijaniu się przez ściany ;>. Idąc dalej – Conan to również szata graficzna, piękne plansze z wyśmienitymi ilustracjami – wioski, łodzie, wnętrza pomieszczeń… To także figurki – duże i małe. To czary, przedmioty i niemało scenariuszy. A zatem TAK. Conan jest grą niesamowicie klimatyczną.

Regrywalność:
Scenariusze z instrukcji oraz te, które udało mi się znaleźć online wnoszą dużo. Losowość też robi swoje. Turlanie kostkami i decyzje podejmowane przez graczy w zupełności mi wystarczają, by w Conan’a chciało się grać i chciało wracać na kolejne przygody.

Próg wejścia (przystępność):
Nie jest źle, chociaż instrukcja dość mocno utrudnia wejście w planszowy świat Conan’a. Co prawda na stronie wydawcy znalazłem poprawioną wersję, ale i tak niejednokrotnie musiałem do niej wracać. Nie obyło się też bez zaglądania do Internetu. Szkoda, bo gdy już ogarnąć zasady to gra się przyjemnie i gładko. Niemniej jednak wydaje mi się, że nawet początkujący gracze nie powinni mieć wtedy z Conan’em większych trudności.

Negatywna interakcja:
Jeden vs. wszyscy oznacza, że jest tu od zatrzęsienia negatywnej interakcji. Walki nie brakuje, o to w sumie chodzi – bitka, emocje, zabawa figurkami.

Co zaś tyczy się kooperacji – ona też zdaje egzamin. Można sobie fajnie wspólnie pogłówkować, zjednoczyć się przeciwko Overlord’owi i działać teamowo. Nie bez znaczenie jest opcja wyboru gracza aktywnego – można zmieniać się między akcjami – np. raz Ty, potem ja, potem znowu Ty. Dopiero po turze bohaterów następuje tura Overlord’a.

Losowość:
W trakcie partii jest sporo turlania kostkami – i to przy kluczowych elementach jak walka. Taki to typ gry – mi pasuje, jest spoko.
Inne drobne przejawy losowości takich jak np. dociąg kart przedmiotów to również nie był dla mnie problem. Poza tym możliwość przeznaczania większej liczby gem’ów na akcję pozostawia poczucie większej kontroli nad tym co robimy.

Podsumowanie:

Wypchany klimatem, udekorowany figurkami i ilustrowany ze smakiem Conan jest ekstra. Ma czym błyszczeń. I robi to – wygląda pięknie i potrafi zaangażować na długo. Często ekscytujące walki, bajeranckie zagrywki, walka jeden kontra wielu – cudo. Gdy zatopić stopy we wspaniałych przygodach jakie oferuje, wyobraźnia wrzuca wyższy bieg… Rozpędzony Conan biegnie przez wioskę i tnie wrogów jeden po drugim. Chwila nieuwagi i kilku przeciwników rewanżuje się draśnięciem tu i ówdzie. Szczęśliwie są koledzy z drużyny i w stronę Conan’a już frunie butelka z medykamentem. Heros łapie ją w locie, popija, po czym wbija się przez ścianę pobliskiej chaty z wyjątkową łatwością. Podszukiwanej księżniczki (bo kogóż by innego…) w pierwszej chwili nie dostrzega. Ale nie jest sam. Staje oko w oko z wielkim wężem gotowym do ataku. Starcie wygrywa (bo jakże by inaczej…), by chwilę później móc ponieść w ramionach piękną niewiastę i odejść w promieniach zachodzącego słońca.

Uh. Wodze wyobraźni stop.

Pod względem mechanicznym planszówka też zdaje egzamin. Prawda, instrukcja mi się nie podoba, ale po kilku godzinkach zmagań opanowałem co trzeba i już. Podstawowe zasady są prościutkie, a ewentualne niejasne niuanse wychodzące w trakcie rozgrywek z czasem da się ogarnąć. Potem pozostaje po prostu dobrze się bawić.

Kończąc zatem: Bardzo mi się spodobało. To świetna gra, która nagrodziła mnie wieloma ciekawymi, wciągającymi przygodami. Dobrze bawiłem się tak w dwie jak i więcej osób – miło wspominam rozegrane scenariusze, chętnie wrócę po więcej. Owszem, jest tu sporo turlania, co nie każdemu musi przypaść do gustu. Owszem, być może trzeba będzie powalczyć z instrukcjami. Ale przecież czeka Conan i spółka. Czeka piękny świat i moc emocji.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Klimacik, fajny system zarządzania gem’ami energii.

Najmniej lubię (słaba strona):
Instrukcja – opisy scenariuszy.

Dlaczego na TAK:
Bo Conan’owy klimat, świetne wykonanie i dość proste zasady z zarządzaniem energią są super.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Asmodee. Dzięki!

Thanks!