Uwaga, ważne. Materiał reklamowy – egzemplarz gry otrzymałem bezzwrotnie od wydawnictwa Muduko.
Info:
Polski wydawca: Muduko
Liczba graczy: 2-6
Czas gry: ~25 minut?
W skrócie i ogółem – o zasadach:
Zasady gry w Postaw na klocka to totalna łatwizna. Staramy się być jak najszybsi we wznoszeniu wskazanych na kartach struktur. Czasami budujemy sami, czasami w parach, czasami w grupach trzyosobowych – zależnie od wylosowanej karty oraz tego ilu graczy bierze udział w zabawie.
Jeżeli mierzymy się w składzie 4, 5, 6-osobowym korzystamy również z kart utrudniających. Po zdobyciu trzeciego punktu musimy taką dobrać i dostosować się do jej założeń. Będzie to np. konieczność używania jedynie dwóch palców wskazujących albo grania na wyprostowanych łokciach.
Kto pierwszy zbierze dwanaście punktów (otrzymujemy jeden punkt jeżeli skończymy budować daną strukturę prawidłowo jako pierwsi) wygrywa partię.
I to z grubsza tyle jeśli chodzi o reguły. Po kompletne zasady odsyłam oczywiście do instrukcji.


Wrażenia, refleksje, szczegóły:
Wykonanie:
Bardzo dobre. Drewniane klocki wykonane są porządnie, mają odpowiednie kolory (z mojego punktu widzenia – mam problem z rozpoznawanie barw, podobnie zresztą jak te na kartach), są dość duże przez to wygodnie trzyma się je w dłoniach. Pudełko jest kompaktowe, karty czytelne, cieszą fajne znaczniki punktacji graczy – to małe wersje dużych klocków.
Na mały minus zaś to, że łapiąc kartonik od góry (a jakoś nad wyraz często z automatu tak go chwytałem), dół z łatwością może się wysunąć, oczywiście wraz z zawartością.
Czas rozgrywki:
Szybka gra, na kilkanaście/dziesiąt minut. Bez nudnego oczekiwania, bez żmudnego przygotowania i składania. Raz-dwa i po partii.
Klimat:
To zręcznościówka bez klimatu. Ale za to z (niektórymi) zabawnymi nazwami na kartach.


Regrywalność:
Daje radę. Fajnie pobudować sobie przeróżne, nierzadko trudne, figury i przy okazji ścigać się albo/i współpracować z innymi. Jest przy tym sporo śmiechu. Urozmaicenie rozgrywki dzięki kartom trudności (choć nie używa się ich w wariancie na 2 i 3 graczy) sprawdza się wspaniale. Podnosi poprzeczkę i jest po prostu klawym rozwiązaniem. Opcja zmiany towarzysza grając w szerszym gronie brzmi spoko, choć gdy siedzimy przy stole albo nie chcemy większego rozgardiaszu chyba lepiej z tego zrezygnować. Poza tym nie przeszkadza nawet, gdy gra po grze trafiamy na te same budowle – myślę, że nie ma to jakiegoś specjalnego znaczenia, chodzi bardziej o to żeby w ramach jednej rozgrywki mieć wystarczająco dużo różnych konstrukcji.
Próg wejścia (przystępność):
Bardzo niski. Nie ma tu za wiele do omówienia. Reguł jest mało i są banalnie proste.
Negatywna interakcja:
Po prostu się ścigamy, nie ma opcji przeszkadzania. Ale interakcję z innymi graczami mamy, bo bywa, że trzeba budować w zespołach.
Losowość:
Karty są potasowane i zakryte, pojawiają się zatem losowo – fajno. Podziały na drużyny też są losowe – ok, choć wolałem grać bez zmian, w stałych parach.
Podsumowanie:
Niezła, zgrabna, szybka gierka. W sam raz na przyjemne doładowanie imprezowego spotkania lub jakieś rodzinne posiedzenie w weekendowe popołudnie. Daje radę nawet w zmaganiach dwuosobowych, choć traci nieco przez nieużywanie kart trudności czy brak układania w parach/trójkach. Niemniej jednak zadania są, czasami, dosyć wymagające, więc nie zawsze jest to kwestia jedynie szybkości, ale również dokładności, dogadania, zgrania.
Warto zauważyć, że rozpadające się budowle mogą narobić rabanu, więc granie przy stole, kiedy obok np. śpi dziecko może nie być zbyt rozsądnym pomysłem. Z drugiej strony trudno nie hałasować zwyczajnie gadając i śmieszkując podczas zmagań z Postaw na klocka, także…
Dodatkowym smaczkiem są śmieszne podpisy figurujące na kartach z budowlami. Nie każda, ale jednak choć część, potrafi wywołać co najmniej mały uśmiech na ustach.
Karty trudności dodają grze smaku. Lubię takie rozwiązania. Co prawda nie ma tego w instrukcji, ale w razie czego nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po prostu z nich zrezygnować, jeżeli okażą się zbytnim ciężarem dla uczestników. Dla mnie jednak pozostają zdecydowanie warte użycia. Taka pozytywna komplikacja daje moc frajdy – nie dość, że na czas to jeszcze np. z zakazem używania kciuków czy z pomocą jedynie jednej dłoni, dobre!



Kończąc więc: niepozorny, acz klawy tytuł. Nic specjalnie odkrywczego, bo w coś podobnego już kiedyś grałem, ale mimo wszystko kawał niezłej zabawy w małym opakowaniu.
Najbardziej lubię (mocna strona):
Szybkie, proste, nie zawsze proste.
Najmniej lubię (słaba strona):
Może być źródłem sporego hałasu.


Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Muduko. Dzięki!