vs. Nemezis… recenzja Aeon’s End!

Miałem okazję zagrać jeszcze przed premierą polskiego wydania. Udało się chyba ze dwa razy i byłem zachwycony. Dziś, po kolejnych rozgrywkach nadal jestem. To świetna karcianka. Kooperacyjna. Ładna. Oto Aeon’s End!

Info:

Autor: Kevin Riley
Polski wydawca: Portal Games
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: ~60 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie partii graczom przyjdzie współpracować przeciwko jednemu z Nemezis. Muszą zbić mu punkty życia do zera lub pozbyć się wszystkich jego Popleczników oraz Mocy przy jednocześnie wyczerpanej całej talii Nemezis. Gracze przegrywają, gdy wszystkie prowadzone przez nich postaci utracą wszystkie punkty życia, a także wtedy, gdy Gravehold upadnie, czyli jego żywotność osiągnie zero.

Kręgosłup rozgrywki stanowi mechanika budowania talii. Zagrywamy karty oraz pozyskujemy nowe z rynku zasobów. Zdobyte karty trafiają na nasz stos kart odrzuconych, by później można było je dociągnąć i zagrać. Co ważne, talii kart odrzuconych się nie tasuje, a przekłada na drugą stronę arkusza Maga. Tym sposobem dobieramy z niej zgodnie ze znaną nam kolejnością.

Gracze mogą pozyskiwać karty Zaklęć, Artefaktów oraz Klejnotów. Te ostatnie to często po prostu środek płatniczy za karty dostępne na rynku, chociaż nie tylko. Może się również przydać do np. zdobywania żetonów Ładunków, które zebrane w odpowiedniej ilości pozwolą na odpalenie zdolności indywidualnej Maga.

Jeżeli chodzi o Zaklęcia to należy je najpierw przygotować na Bramach. Dopiero gdy karta na niej leży jest dostępna do użycia. Bramy można otwierać i wzmacniać (czyli przekręcać zgodnie ze strzałką). Na otwartych można wykładać czary, na zamkniętych nie – chyba, że w tej samej turze gracz daną bramę wzmocnił.

Kolejność tur określa się dzięki talii kart tur. Będzie ona zawierać określoną liczbę kart – część z nich wskazuje, który gracz ma rozegrać swoją turę, a część, dokładniej to dwie, ma napis Nemezis – gdy taką dobierzemy następuje tura Nemezis.

Nemezis mają swoje indywidualne zasady, mają też talię, z której gracze będą dobierać karty i je rozpatrywać. Jeżeli trafią tam na Poplecznika, to taki zostaje w grze i można go pokonać. Jeżeli dobiorą kartę Mocy – też zostaje w grze i trzeba się z nią w określony sposób uporać lub zmierzyć z konsekwencjami. Jeżeli zaś wyjmą Atak, to po prostu rozpatrują jego efekt i odrzucają.

Tak ogólnie prezentują się reguły. Po więcej konkretów, pełen zapis zasad odsyłam standardowo do instrukcji :).

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Ładna, trochę mroczna szata graficzna zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Myślę, że Aeon’s End może się podobać. I choć niekoniecznie wbija pod tym względem w fotel, to ma w sobie coś, co przyciąga oko. Ma też fajne ‚odmierzacze’ punktów życia oraz żywotności, które ułatwiają zaznaczanie stanów Gravehold i Nemezis. Dobrze mi się ich używało. Komfortowa rzecz.
Trochę mniej natomiast podobają mi się arkusze Magów, czyli plansze postaci używane przez graczy – są dość cienkie i delikatnie poniszczyły się już na krawędziach. Niemniej jednak wygląd i jakość oceniam jak najbardziej pozytywnie.

Czas rozgrywki:
W związku z tym, że używamy talii z kartami tur może zdarzyć się tak, że jeden gracz rozegra nawet cztery tury z rzędu. Generuje to mały downtime, ale nie powiedziałbym, że takie sytuacje przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z gry. W oczekiwaniu na swoją kolej możemy sobie wspólnie planować dalsze posunięcia, dyskutować, obserwować co się dzieje. Poza tym pojedyncza tura gracza jest raczej dość dynamiczna, więc nawet te cztery za jednym razem to, tak jak napisałem wyżej, tylko MAŁY downtime.

Przeciętna rozgrywka jest mniej więcej średniej długości – moje ani się zbytnio nie ciągneły, ani nie kończyły wyjątkowo szybko.

Klimat:
Mocny! To taki trochę hack’n’slash w wersji karcianej. Gracze rozwijają swoje postaci, dodają nowe czary, otwierają sloty do ich rzucania, odpierają zastępy wrogich potworów. Klimatu nie brakuje, a kooperacyjny charakter rozgrywki dodatkowo go podkreśla. Co tu dużo pisać – jest dobrze.

Regrywalność:
Zróżnicowane postaci, ogrom kart i możliwych kombinacji na rynku. Aż czterech głównych wrogów do wyboru, każdy z zestawem swoich kart… i to nie wszystko. W Aeon’s End jest mnóstwo wspaniałości wpływającej skutecznie na regrywalność. To silna strona tego tytułu.

Próg wejścia (przystępność):
Nie jest źle – średni na granicy z niskim. Zasady są proste, nie ma ich zbyt dużo, a instrukcja świetnie wprowadza w świat AE. Jak dla mnie – żadnych problemów.

Jest jeszcze kwestia poziomu trudności – mam pewne wątpliwości co do tego, czy na poziomie normalnym nie jest za łatwo. Znacznie częściej zdarzało mi się wygrywać niż przegrywać. Na szczęście zawsze mogę wejść na level Ekspert bądź Zagłada… 😉

Negatywna interakcja:
Kooperacja!

Losowość:
Malutka i niespecjalnie przeszkadza. Tam gdzie się pojawia – sprawdza się znakomicie. Podoba mi się, że nie ma jej zbyt dużo. Plus za mechanikę budowania talii z wyłączeniem tasowania. Klawa odmiana.

Podsumowanie:

Baaaardzo polubiłem Aeon’s End. Podtrzymuję co we wstępie. Kapitalny tytuł do którego z radością wracałem i chcę wracać nadal. Starcia z Nemezis są emocjonujące, zmuszają do współpracy, główkowania, uzupełniania się nawzajem, często budowania talii czy rozgrywania tury tak, by wspomóc pozostałych grających. Ekstra.

Poza tym jest jeszcze kwestia oczekiwanego klimatu, którego dodaje niezła szata graficzna. Klimatu gotowego na to, by wydobyć go z pudełka i rozpuścić wokół stołu. Zatopić się w nim i przeżyć wciągającą, intensywną przygodę pełną magii oraz walk z czyhającym niebezpieczeństwem.

Myk z budowaniem talii, czyli odejście od tasowania na rzecz układania kart wedle uznania gracza jest super. Wydawało mi się, że takie rozwiązanie może niepotrzebnie zmusić do ciężkiego kombinowania nad tym co chciałbym dobrać najpierw, co później. Do żmudnego liczenia skutkującego niepotrzebnymi spowolnieniami. Okazało się jednak, że cały system działa sprawnie i nie zdarzało się bym poświęcał wiele czasu na przygotowywanie deck’u.

Proste zasady, zgrabna mechanika czy spore zasoby kart powodują, że zabawę z Aeon’s End dość łatwo zacząć i… raczej ciężko skończyć. Gra wciąga i daje dużo frajdy. Regrywalność oceniam wysoko, myślę, że tytuł ma długą, bardzo długą żywotność, a jeśli doczeka się polskojęzycznych rozszerzeń – fajnie, oby jak najszybciej.

Niewiele mi się tu nie podoba. Może odrobinę przydługie przygotowanie partii i segregowanie kart, by spakować całość do pudła. Poza tym jakość nic wyjątkowo w pamięć mi nie zapadło. Nie chcę napisać, że to gra bez wad, ale… no cóż. Jest dobra. Bardzo dobra.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Kooperacja. Zróżnicowane Nemezis.

Najmniej lubię (słaba strona):
Hm… przygotowanie, poskładanie po rozgrywce?

 

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Portal. Dzięki!