Fruu… leć… Na skrzydłach!

Jeszcze zanim pierwszy raz zagrałem w Na skrzydłach całkiem sporo różnych informacji dotarło do na jej temat. Przed oczami przewinęło mi się całe mnóstwo zdjęć i komentarzy – znaczy, że gra dość popularna. Nasłuchałem się, naoglądałem, naczytałem, by na końcu zagrać i nieco już wyrobione zdanie móc rozbić o realia.

Info:

Autor: Elizabeth Hargrave
Polski wydawca: Rebel
Liczba graczy: 1-5
Czas gry: ~40-70 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Gracze będą tu zdobywać, zagrywać i używać zdolności kart. Przyjdzie im też gromadzić i wydawać żetony pożywienia oraz figurki jaj, a dużą część zabawy wypełni używanie akcji. Te ostatnie są w grze tylko cztery. Pierwsza służy do wykładania kart na planszetkę gracza, czyli do siedlisk. Druga pozwala zbierać papu, czyli zgarniać żetony zgodnie z wybraną przez nas kością. Trzecia to produkcja jaj, które przechowujemy na kartach wystawionych już ptaków. Czwarta natomiast służy do dobierania nowych kart. Co ważne, wszystkie akcje z wyłączeniem pierwszej pozwalają na odpalenie zdolności ptaków, które znajdują się w rzędzie danej akcji. I co jeszcze ważniejsze – im więcej kart zgromadzimy w danym wierszu, tym silniejsza będzie przypisana do niego akcja.

Poza tym, że ptaki są źródłem różnych efektów to mogą też dostarczyć nam punktów zwycięstwa – większość ma przypisaną dodatnią wartość obok symbolu piórka, choć trafiają się i takie z zerem. To nie wszystko, bo ptaki mają dodatkowo określony typ gniazda, który jest istotny z punktu widzenia niektórych kart i celów oraz informację o limicie jaj jakie możemy na nich przechowywać. Posiadają oczywiście koszt (choć czasami jest on zerowy) wystawienia oraz info o miejscu – siedlisku, gdzie da się je wyłożyć. U dołu karty jest też krótka ciekawostka na temat danego gatunku. 

Co się zaś tyczy zdolności – żeby zbytnio się nie rozpisywać podam tylko pokrótce – pozwalają np. na zdobycie dodatkowego pożywienia, na polowanie (odkrywamy kartę i sprawdzamy rozpiętość skrzydeł – jeżeli mieści się w wymaganiach można ją zabrać, będzie warta punkt zwycięstwa), produkcję jaj, dobieranie kart itd. Ponadto nie wszystkie działają podczas aktywowania danej akcji – są i takie, które odpalamy raz na grę wystawiając ptaka na planszę lub raz między turami, czyli w turze innego gracza.

Celem gry jest zebrać więcej punktów zwycięstwa niż pozostali grający. 

Po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Bardzo dobre, choć nie wszystko mi się w Na skrzydłach podoba. Ale najpierw o pozytywach: przede wszystkim przepiękne ilustracje i mnóstwo wspaniałych komponentów. Absolutnie wyśmienicie wygląda większa część gry z wisienką na torcie w postaci wieży do kości zrobionej na wzór budki dla ptaków. Ale fajne są też choćby pudełko do przechowywania kart (przydatne również podczas rozgrywki) czy małe przezroczyste pojemniczki, w których trzymać można potrzebną do gry drobnicę. Na wyróżnienie zasługują również solidne, składane, przystępnie opisane plansze rezerwatów oraz cała masa wspomnianych już kolorowych jajek. Ah i jeszcze te ptaszki. Żaden gatunek się tutaj nie powtarza. Łał.

To co zaś nie do końca mi się podoba to… kolory jajek i plansze rezerwatów… Te pierwsze sprawiają mi problemy ze względu na daltonizm (na ten moment to jeszcze nic takiego, ale gdyby kolory okazały się istotne grając w przyszłości z dodatkiem (jeśli jakiś się pojawi) no to…), a te drugie niestety nie leżą równo na blacie, nieco odstają. Nie wygląda to najlepiej. No i podobnie mają się też karty, które (przynajmniej w moim egzemplarzu) są lekko wygięte.

Tak czy inaczej za wykonanie należy się plus. Nawet pomimo małego narzekania gra prezentuje się cudownie. 

Czas rozgrywki:
Z początku jest dość szybko, bez przestojów, ale w miarę postępu partii rozgrywka nieco zwalnia. Wiąże się to z ilością kart, które rozpatrujemy po użyciu akcji. Gdy na starcie nie jeszcze nic wystawionego do rezerwatu to nasze tury śmigają szybciutko. Ale później, gdy nazbieramy ze trzy, cztery, pięć czy więcej ptaków sytuacja delikatnie ulega zmianie. Nie jest to bardzo uciążliwe, ale warto wziąć pod uwagę, że downtime może się systematycznie zwiększać. Myślę, że szczególnie widoczne jest to podczas partii w większym niż dwuosobowy składzie.

Klimat:
Całkiem niezły. Piękne ilustracje i olbrzymie zróżnicowanie ptaków to jedno. Drugie to nazwy i opisy. Fajnie się je czyta, coś tam do klimatu dodają. Bajery mechaniczne takie jak np. polowanie drapieżników na mniejsze zwierzęta lub składanie jaj na kartach innych ptaków – też mają swój urok. Ogólnie rzecz biorąc klimat oceniam na dobry – nie rewelacyjny, ale porządnie nakreślony i wyraźnie odczuwalny.

Regrywalność:
Spora, choć nie ukrywam, że zastanawiam się już nad rozszerzeniem. Chętnie przywitałbym taki, który wprowadza np. nowe zdolności, bo te z podstawki niestety ale kapkę mi się przejadły – trochę dlatego, że nie wydają się zbytnio zróżnicowane. Można klawo pokombinować, przyjemnie budować silniczki zależności między ptakami, ale na dłuższą metę brakuje tu głębi i nieco bogatszych możliwości. Gołym okiem widać, że gra aż prosi się o coś więcej – choćby z uwagi na jaja, których kolory nie mają znaczenia dla rozgrywki w podstawce. Niemniej jednak zabawę z Na skrzydłach wspominam miło – moc pozytywnych doświadczeń. Wniosek: zamierzam wracać i jeszcze trochę sobie w tą piękność pograć.

Próg wejścia (przystępność):
Niski jeżeli nie martwić się nie raz dość rozwlekłymi opisami kart i ich ilością. Myślę, że warto zapoznać się choć z częścią ptaków mogących pojawić się w trakcie partii, by nie zaskoczyły nas przy pierwszych podejściach. Poza tym próg wejścia jest niewysoki. Pewnie na tyle łagodny, że gra nada się w sam raz dla początkujących. Ale uważam, że spora grupa tych zaawansowanych oraz średnio zaawansowanych też pewnie znajdzie w Na skrzydłach coś interesującego.

Negatywna interakcja:
Umiarkowana i raczej niezbyt złośliwa. Z jednej strony takie nieskomplikowane podbieranie kart nie irytowało, a z drugiej złośliwe psucie np. bezpośrednio w rezerwatach nie jest tu możliwe. I odrobinę takiej ciut mocniejszej interakcji mi w Na skrzydłach zabrakło – lubię mieć wpływ na to co robią rywale, tutaj dostałem planszówkę krojoną pod spokojne, pokojowe zmagania.

Losowość:
Spora i nie do końca pasuje mi jak kształtuje rozgrywkę. Czasami było dość ciężko zrobić to co akurat chciałem, bo nie podchodziły potrzebne karty. Porządne tasowanie jest tu więc bardzo istotne, choć i ono nie zawsze pomagało.

Podsumowanie:

No… nie jest to kiepska gra, napewno. Wręcz przeciwnie – pod wieloma względami daje radę, potrafi się wyróżnić z tłumu i dostarczyć fajnych wrażeń. I choć nie wszystko mi się w Na skrzydłach podoba to doceniam pomysł ubrany w zgrabną mechanikę. Doceniam proste, podane w przystępny sposób zasady, które niosą ze sobą mnóstwo możliwości budowania ‚silniczków’ – łańcuchów zdolności. Odpalenie takiego to czasami niemało satysfakcji – gdy już zatrybi i zaczyna generować nam np. punkty zwycięstwa. Ale doceniam też pięknie wykonane karty, świetną wieżę do kości oraz ogrom pozostałych komponentów, zdecydowanie mogących się podobać. Ta łatwość w odbiorze gry i atrakcyjność wizualna powodują, że tytuł rzuca się w oczy i przy pierwszym zapoznaniu mocno kusi. Tak przynajmniej było w moim przypadku – rozbudzone kubki smakowe zachęcały, by wgryźć się w rozgrywkę i spróbować co też ciekawego kryje się w tych wszystkich kolorowych kartach, jak w praktyce sprawdza się budowanie rezerwatu ze ślicznych ptaków. Jak fajne jest łączenie ich w siedliskach i odpalanie zdolności? Jak wiele Na skrzydłach oferuje?

Sprawdziłem i okazało się, że… że spodziewałem się czegoś więcej. Nie chce być źle zrozumiany – tak, spodziewałem się więcej. Liczyłem na nieco cięższą rozrywkę, która znacznie bardziej zmusi mnie do myślenia, może nawet nieco przytłoczy możliwościami, a tu o, proszę bardzo – przystępna pozycja, owszem ciekawa, ale raczej lekka, no, może średnio-lekka. Nie tak złożona jak sądziłem. Oznacza to tyle, że czekam na rozszerzenie/nia, które rozbudują system Na skrzydłach dodając do niego więcej metod punktowania, więcej zdolności – słowem: poszerzą pole do kombinowania zostawiając znacznie więcej miejsca do eksperymentowania i składania fajnych combos’ów.

I na zakończenie chciałem jeszcze dodać coś o losowości. Często zwracam na nią uwagę – więc tak było i tym razem. Co wynikło z tej obserwacji? Ano to, że zdarzają się bardzo skrajne partie – w których czuję, że dobrze mi się wszystko układa, że mam kontrolę nad tym co robię, karta idzie, a zwieńczeniem jest satysfakcja z fajnie zmontowanego rezerwatu przynoszącego masę punktów. Ale bywało i tak (wcale nierzadko), że sytuacja była zgoła inna – nie szło mi, a jakiekolwiek działania mające na celu dostosowanie się do dobieranych kart nie przynosiły pożądanego rezultatu. Wystarczy dołożyć do tego przeciwników, którym idzie kapkę lepiej i już jawi się obraz niezadowolonego, nieco sfrustrowanego gracza (czytaj: mnie) – z kwaśną miną.

Podsumowując zatem: Na skrzydłach – gra nietrudna, ładna, z klawymi rozwiązaniami. Ma potencjał. Ma w sobie wiele dobrego. I choć miałem nadzieję na bardziej mięsistą zabawę, ostatecznie się nie zawiodłem – to spoko pozycja.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Wygląd. Proste budowanie silniczków.

Najmniej lubię (słaba strona):
Losowość. Czekam na dodatki rozbudowujące grę.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!